24 marca 2007

Samowola naczelnika Marendziaka.

Marzec to miesiąc, w którym najczęściej odbywają się coroczne zebrania wspólnot mieszkaniowych. Ich celem jest zatwierdzenie wykonania planu rzczowo-finansowego za ubiegły rok i ustalenie zaliczki na poczet wydatków bieżącego roku, oraz wiele innych ustaleń. Wszystkie te procedury wynikają z zapisów odpowiedniego ustawodawstwa. W skład każdej z takich wspólnot wchodzą wszyscy właściciele lokali, będący jednocześnie współwłaścicielami części wspólnych danej nieruchomości. Tak się składa, że w wielu przypadkach członkiem takiej wspólnoty bywa również gmina Police a to z tej racji, że w niektórych budynkach nie wszystkie lokale zostały wykupione od gminy przez ich najemców. Ramy prawne funkcjonowania wspólnot określa Ustawa o własności lokali a jednym z jej podstawowych założeń jest samofinansowanie się wspólnoty. Oznacza to, że wszystkie wydatki na nieruchomość ponoszą jej współwłaściciele w wysokości odpowiedniej do wielkości swoich udziałów. Zarząd nieruchomością powierza się wybranemu zarządcy. Dla wspólnot, w których większość udziałów przypada na gminę jest to najczęściej Sekcja Obsługi Wspólnot Mieszkaniowych przy ZGKiM w Policach. To tyle tytułem wstępu.

W pierwszej dekadzie marca odbyło się właśnie zebranie jednej z tych wspólnot, w których gmina ma większość, (ok. 64% udziałów). Na tym zebraniu, podobnie zresztą jak na wielu innych, gminę reprezentował tytułowy bohater naszego artykułu, czyli Naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej pan Zdzisław Marendziak. W trakcie tego zebrania, podczas rozliczania wydatków za rok ubiegły, niepokój współwłaścicieli wzbudziły koszty wyliczone za drobne naprawy konserwacyjne na sumę prawie 8 000 zł. Jakie były to naprawy - nie potrafiono jednak wykazać. Tymczasem większość zebranych współwłaścicieli twierdziła, że w minionym roku nie odnotowano niemal żadnych czynności naprawczych, które składałyby się na wydatkowaną kwotę. Padł zatem słuszny wniosek, aby zarządca przedstawił wykaz wykonanych czynności wraz z kosztami ich wykonania. I tu stała się rzecz, której mało kto oczekiwał. Zarządca, czyli odpowiednia sekcja ZGKiM oświadczył, że nie prowadzi takiego rejestru a wydatki nalicza abonamentowo, licząc od metra kwadratowego powierzchni nieruchomości. Nalicza niezależnie od tego czy potrzeby naprawcze w danej wspólnocie występują czy nie. Słowem, obciąża współwłaścicieli wydatkami fikcyjnymi z uwagi na wygodę. Nic dziwnego, że ujawnienie tej nieprawidłowości wywołało spore oburzenie właścicieli. Zażądali szczegółowych wyjaśnień. I tu, w sukurs zagubionym urzędnikom ZGKiM-u przyszedł właśnie naczelnik Z. Marendziak. Jak na reprezentanta gminy przystało natychmiast podjął się obrony stanowiska ZGKiM-u, (było nie było gminnego zakładu budżetowego). Argumentami sypał jak z rękawa. Tyle tylko, że większość z nich to zwykłe banialuki i krętactwa, na które nie nabrał by nawet dzieci a cóż dopiero ludzi umiejących myśleć i liczyć. Na kompromitację nie trzeba było czekać zbyt długo. W potoku bajek nawet nie zauważył, że wyjawił rzecz niesłychanie szokującą. Wyznał nieopatrznie, że część z tych pieniędzy wykorzystano na dofinansowanie innych wspólnot z terenu gminy, w tym również z Trzebieży. Według niego, jest to normalna praktyka aby obniżyć tym wspólnotom ich koszty własne, kiedy są zbyt wysokie. Pozostaje tylko pytanie - jakim prawem rozporządzał pieniędzmi wspólnoty skoro ta nigdy go do tego nie upoważniła. Wydawanie pieniędzy jednej wspólnoty na pokrycie kosztów innych oznacza też, że pan Marendziak dopuszczał się lub tolerował nadużycia finansowe na szkodę opisywanej wspólnoty. Według przepisów Ustawy o własności lokali, współwłaściciele mają obowiązek uczestniczyć w kosztach ponoszonych jedynie na rzecz ich własnej wspólnoty. Zaś udzielanie jakiejkolwiek pomocy finansowej innym wspólnotom może mieć miejsce tylko wówczas, gdyby postanowiono o tym odpowiednią uchwałą. Wspólnota takiej uchwały nigdy nie podejmowała, co oznacza, że ani naczelnik Marendziak ani nikt inny nie miał żadnego prawa do takiej samowoli. Prywatni właściciele, członkowie opisywanej tu wspólnoty, wystąpili już pisemnie do zarządcy o stosowny wykaz czynności konserwacyjnych wraz z ich kosztami, które złożyły się na owe 8000 zł. Są niezwykle wzburzeni samowolą naczelnika i z pewnością sprawy nie odpuszczą. Póki co czekają na odpowiedź zarządcy, ponieważ od treści tej odpowiedzi zależeć będą dalsze kroki współwłaścicieli. Swoją drogą zastanawia nas to, kto pozwala naczelnikowi Marendziakowi na taką samowolę decyzyjną. Czy zwierzchnicy nie mają nad nim władzy?

Mamy nadzieję, że burmistrz Diakun jako bezpośredni przełożony naczelnika, przywoła swojego podwładnego do porządku. Zarządzanie to zajęcie bardzo odpowiedzialne i nie powinno ono być zajęciem osób, które cechuje skłonność do  nawet najdrobniejszych nieprawidłowości. Natomiast panu Marendziakowi dobrze radzimy: jeżeli tak bardzo fascynuje pana działalność charytatywna to proszę bardzo, zawsze ma pan do niej prawo ale tylko i wyłącznie kosztem zasobności własnej kieszeni. Sięganie zaś po datki do cudzej kieszeni z filantropią niewiele ma wspólnego, bardziej kojarzy się z wyłudzaniem, oszustwem bądź kradzieżą! 

 


 

OPINIE   INTERNAUTÓW:

  • [25.03.2007]  [sąsiad Pisańskiego] ... No i nasuwa się przysłowie - Woził wilk razy kilka - powieźli i wilka.
    Pan Marendziak ma nad sobą w-ce burmistrza Pisańskiego, a w dyspozycji ZGKiM - Pana Niedworoka - pomijając fakt bardzo dziwnego zachowania tego człowieka - uważam, że wszystkie jednostki podległe temu człowiekowi wymagałyby dokładnej kontroli - zwłaszcza ZGKiM - przeprowadzanie wszelkich remontów oraz w jaki sposób przebiegały przetargi - to będzie bardzo ciekawy materiał . Proszę o zapowiedzenie tego Panu Niedworokowi i kierownikowi działu remontów, a zobaczycie strasznie nerwowe reakcje. Ukłonią sie rachunki wystawiane przez pewną firmę tak bardzo współpracującą z ZGKiM. Zapomniałbym dodać - dobrze byłoby dokonać kontroli za cały okres pracy tego niezwykle uczciwego człowieka. I może by tak sprawdzić czy firma wykonująca remonty to nie ta sama co wykonuje prace dla spółdzielni? - może popytać pracowników oni w (prywatnych) wypowiedziach mogą wyrazić cenne spostrzeżenia!! Panu Marendziakowi podlegają jeszcze inne zobowiązania w ramach Gminy tam może być też ciekawie, ale nie bez znaczenia będzie kto to ma skontrolować. pozdr.

  • [25.03.2007]  [nad. anonimowy] ... Ja myślę, że tą sprawę wyjaśni też przewodniczący komisji rewizyjnej, chyba, że ........

  • [25.03.2007]  [Czytelnik ze starych Polic] ... Pan Marendziak jest człowiekiem do specjalnych poruczeń wiceburmistrza Pisańskiego i zaufanym pani sekretarz. Wykona każde polecenie tej pary, mającej ambicję "trzymania władzy " w gminie. A w razie czego w umiejętny sposób będzie tłumaczyć przełożonych, przyjmując rolę piorunochronu. Ostatnio burmistrz Diakun zaczął się wreszcie orientować w tym, co się wyrabia za jego plecami i w kilku sprawach podjął "ręczne sterowanie". Jeżeli Diakun chce przeżyć kadencję bez kłopotów - musi stare układy rozbić i skuteczniej kontrolować swoich podwładnych. Powinien też rozważyć nową obsadę niektórych stanowisk.

  • [27.03.2007]  [nad. anonimowy] ... Czytając powyższe komentarze można dojść do takiego wniosku, że przed wyborami Gryf zawarł dwa układy polityczne.
    Pierwszy Diakun z PO na szczeblu regionu, a drugi awaryjny za jego plecami zawarli maluczcy z Gryfa i przypieczętowali sygnetem Jurka. Nie zdziwiłbym się gdyby w tych knowaniach brało udział ze dwóch PIS-owców nie licząc Pani Ani, oczywiście bez wiedzy Drzazgi. Przyszłość polityczna Polic może być ciekawa. Tylko co z tego będzie miało społeczeństwo, pewnie jak zwykle nic.