|
11 marca 2007
Najpierw
dewastacja potem kosztowny remont.
Wszystko wskazuje
na to, że właśnie taką metodę wyrzucania pieniędzy
w przysłowiowe błoto z powodzeniem zastosowało
kierownictwo Spółdzielni Mieszkaniowej "Chemik" w
Policach. Ile w tym podejrzeniu jest prawdy
przekonajmy się na rzeczywistym przykładzie, którego
niezamierzonym uczestnikiem stał się jeden z naszych
redaktorów. A sama sprawa ma się mniej więcej tak.
Spółdzielnia "Chemik" postanowiła wykonać remont
wybranych elewacji balkonowych w tym również tej, o
której tu piszemy. Jak postanowiono tak
zrobiono, chociaż jak przy okazji wyszło na
jaw, już sam sposób typowania balkonów
przeznaczonych do naprawy pozostawia wiele do
życzenia. Natomiast samo wykonanie remontu
powierzono jakiejś tam firmie. Firma jak to
firma jest robota, jest płatnik, no to "solidnie" zabrała się do roboty. W kontekście omawianego
przypadku, można nawet śmiało stwierdzić, że za
solidnie. Pewnego dnia a konkretnie 7 marca
"fachowcy" tej firmy zawiśli na linach
wspinaczkowych na wysokości pewnego balkonu i
trzymając w rękach ciężkie młotki, zaczęli tłuc nimi
ile sił w niezbyt grubą bo tylko 40 milimetrową
płytę betonową stanowiącą element balustrady
balkonowej. Nic więc dziwnego, że w wyniku takich działań
beton z tej płyty pryskał na wszystkie strony świata a
razem z nim pękała cała płyta. Jest to oczywiste, ponieważ nijak nie
była w stanie wytrzymać tak zmasowanej młotkowej
agresji.
W
konsekwencji tych bezmyślnych działań została
całkowicie rozbita struktura tej płyty i powstały w
niej poważne pęknięcia, (widoczne na
zdjęciach po lewej stronie). Wszystkie te odbite i rozbite
elementy płyty świadczą ewidentnie o tym, że był to zdrowy i
nienaruszony lity beton. Cóż
działania siłowe plus ciężar użytych narzędzi
wespół z głupotą zrobiły swoje. Dobrą i nieuszkodzoną do tej pory
płytę balustrady zamieniły w gruz osadzony w
metalowej ramce. Po stwierdzeniu powyższego
reakcja
właściciela mieszkania mogła być tylko jedna. Wykonał i zabezpieczył dokumentację fotograficzną
stanu faktycznego i załączył ją do oficjalnego pisma
skierowanego do prezesa spółdzielni "Chemik"
obszernie informując o zaistniałym fakcie. W dziale
technicznym uzyskał zapewnienie, że na wskazane
miejsce zostanie wysłana komisja spółdzielni. Jak obiecano tak zrobiono.
9 marca w godzinach
rannych na miejsce zdarzenia przybyło trzech panów,
z których jeden to
przedstawiciel firmy zatrudnionej przez spółdzielnię do wykonania omawianego tu remontu. W trakcie oględzin i dyskusji co do
potrzeby oraz efektów wykonanych czynności,
przedstawiciel działu technicznego spółdzielni
"Chemik" nie zważając na zastany stan
faktyczny od samego początku interwencji natychmiast
wziął stronę firmy (wykonawcy remontu), usiłując w
niezwykle krętacki i arogancki sposób wmawiać
właścicielowi mieszkania, że wszystko co zostało z
ową płytą zrobione było konieczne i przeprowadzone
zostało prawidłowo. Argumenty właściciela mieszkania (członka
spółdzielni), któremu wyrządzono oczywistą
szkodę
rozbijając dobrą płytę balustrady oraz stan
porozbijanego betonu dobitnie świadczący o braku
jakichkolwiek wad wymagających remontu, nie miały
dla niego najmniejszego znaczenia.
W trakcie tego
sporu wyszła również na jaw inna sprawa, którą
nieopatrznie wyjawił ów przedstawiciel działu
technicznego S. M. "Chemik", a mianowicie
to, że
typowanie balkonów do remontu odbyło się zaocznie i
zdalnie bez właściwych oględzin stanu faktycznego
miejsc przeznaczonych do naprawy. To niewiarygodne
ale prawdziwe! Bezmyślne
kwalifikowanie spowodowało, że do remontu wytypowano
płytę dobrą i nie wymagającą remontu, którą
najwyraźniej zniszczono celowo, aby znaleźć pokrycie na
zlecenie remontu. Tym sposobem zdewastowano
dobrą balustradę,
podczas gdy sąsiednie
z wyraźnie widocznymi uszkodzeniami pozostały
nienaruszone (fotografia z prawej strony). Bo i po co skoro lepszym
sposobem jest zdewastować dobre elementy a potem
beznadziejnie je pokleić i skasować odpowiednie
pieniądze. Najważniejsze w tym wszystkim jest
przecież to, że ktoś na tym zarobi natomiast mniej
ważne to czy zasłużenie. Tyle tylko, że te wydane
zupełnie niepotrzebnie pieniądze to pieniądze
spółdzielni czyli pochodzące od właścicieli mieszkań.
Zaskakuje w tym wszystkim również karygodna postawa
pracownika działu technicznego spółdzielni
"Chemik", który stanąwszy wobec oczywistych faktów
niewłaściwie wykonanej pracy i ewidentnego w tym
przypadku marnotrawstwa dwoił się i troił w kryciu
oczywistej fuszerki. A robił to z
takim przekonaniem, że momentami
można było odnieść wrażenie, iż jest on sowicie
opłacanym pracownikiem sprawcy tej fuszerki.
Dodatkowo po jego zachowaniu można było nabrać
podejrzeń typu: "babciu coś niewyraźnie dziś
wyglądasz". Tak czy inaczej postawa przedstawiciela
działu technicznego "Chemika" spowodowała, że strony
nie uzgodniły wspólnego zdania co do oceny zdarzenia.
Właściciel mieszkania przekonany o celowej dewastacji jego balkonu, tylko po to, aby
potem ktoś mógł zarobić niemałe pieniądze na jego
remoncie, oczekuje oficjalnego stanowiska
Spółdzielni Mieszkaniowej "Chemik".
Oczywistym jest też, że
żąda wymiany zniszczonej płyty na nową oraz
wyciągnięcia właściwych wniosków wobec
osób winnych tego zaniedbania. Zaniedbania, którego efektem
będzie
niepotrzebne wydatkowanie środków finansowych w/w spółdzielni,
którymi w dalszej kolejności (co jest oczywiste)
obarczeni zostaną jej członkowie czyli właściciele i
najemcy mieszkań pozostających w zasobach tej
spółdzielni. Sprawa ma charakter typowej
niegospodarności i zasługuje również na podjęcie
wnikliwych czynności kontrolnych zarówno wobec
spółdzielni jak i wobec firmy wykonującej zlecenie. Zaś
sam sposób przygotowania remontu, jakość nadzoru nad
jego wykonaniem i postawa pracownika działu technicznego
spółdzielni, wyrażona nadgorliwą obroną bezmyślności
wykonawców remontu, zasługują na wyciągnięcie
surowych wniosków służbowych wobec winnych tego
marnotrawstwa. Mamy nadzieję, że kierownictwo
Spółdzielni Mieszkaniowej "Chemik" podejmie
stosowne kroki wobec winnych zaistniałej sytuacji a
jakie będą to kroki, poinformujemy państwa w
kolejnych publikacjach.
|