|
13 stycznia 2007
Gminny zarząd i
brudy ...
Dużo i przy
każdej nadarzającej się okazji pisano w tym kraju o
negatywnych efektach państwowego zarządzania
gospodarką. Bardzo szeroko na ten temat wypowiadał
się wielokrotnie reżyser obecnych reform
gospodarczych i finansowych w kraju prof. Leszek
Balcerowicz. Postać ceniona nie tylko w kraju ale i
poza jego granicami. Niestety! W naszej gminie jego
wykłady nie robią większego wrażenia na lokalnych
włodarzach. Tu wciąż w stosunku do drobnej
przedsiębiorczości realizuje się program gospodarczy
z lat socjalizmu, dążąc do objęcia państwowym (bo
władze samorządowe są niższym szczeblem władzy
państwowej) zarządem każdego zjawiska gospodarczego.
Nie wiedzieć czemu nasze regionalne władze wychodzą
z założenia, że tylko one potrafią najlepiej
zarządzać przedsiębiorczością i ani myślą z tej
drogi zawrócić. Efektów tej błędnej polityki nie
trzeba szczególnie szukać - jest ich aż nadto.
Najpoważniejsze to stagnacja gospodarcza generująca
wysokie bezrobocie, wegetacja zamiast rozwoju tych
podmiotów, które cudem utrzymują swoje
przedsięwzięcia resztkami sił broniąc się przed
upadłością oraz niemoc i bezsilność ludzi z
pomysłami, którzy choć zdolni poprowadzić
przedsięwzięcia z sukcesami, to nigdy do tego nie
zostaną dopuszczeni przez złudnie przeceniających
się urzędników. Wszystko to zazwyczaj okraszone jest
znanym nam wszystkim z poprzedniej epoki bałaganem.
I nie jest to pustosłowie. Na dowód tego, że
państwowa administracja najczęściej zainteresowana
jest tylko uposażeniami i nadinterpretacją
własnego zakresu obowiązków, świadczyć może jakże
wymowny obrazek dość często pojawiający się właśnie
tam, gdzie władza państwowa usiłuje nieudolnie
wyręczać przedsiębiorców z ich właściwości. Jeden z
takich obrazków uwieczniliśmy w obrębie obiektu
gdzie drobnym przedsiębiorcom szczególnie dotkliwie
dają się we znaki wszystkie negatywne cechy
upaństwowionego zarządzania. Obiektu, na którym
administrujący z namaszczenia władz gminnych
urzędnik usiłuje za olbrzymie pieniądze wmawiać
sobie rolę porównywalną z dyrektorem dużego
przedsiębiorstwa a nie potrafi zadbać o to co
realnie jest jego kompetencją czyli porządek na
obiekcie. Obrazki, którymi za sprawą jego
niedbałości upiększane
jest gminne targowisko, są w dużej mierze efektem
stawiania na państwowość. Takie widoki jakie
prezentujemy na uwieczniających je fotografiach, byłyby
nie do pomyślenia gdyby targowiskiem zarządzał
gospodarz ustanowiony przez wspólnotę kupiecką. Póki
co przedsiębiorcy swoje a władza swoje a jedynym
pokłosiem takiego myślenia jest bałagan i to nie
tylko taki jak ten z obrazków. Ten na fotografiach
zarejestrowaliśmy 12 stycznia w godzinach
południowych. Niestety nie spotkaliśmy
administratora i nikt z pytanych o niego ludzi tam
go nie widział. Gdzie był w tym czasie i co robił -
wyjaśnienie tego pozostawiamy jego zwierzchnikom.
Oni zapewne znajdą odpowiednie wytłumaczenie.
<<< kliknij
aby powiększyć >>>
|