|
27 sierpnia 2006 r.
"Sprzedaż
nakładów" - w prosty sposób na czym to polega ...
Od naszych czytelników otrzymujemy szereg pytań z
prośbą o wyjaśnienie na czym polega transakcja
sprzedaży "nakładów". Z treści tych zapytań wynika,
że niektórzy czytelnicy posiadają częściową wiedzę w
tym temacie, ale są również tacy, którzy nie pojmują
zupełnie istoty tej transakcji. Naszym i moim
obowiązkiem jest wzbogacić ich wiedzę w temacie,
chociażby po to aby nie wykorzystano ich
nieświadomości, bo nie godzi się czynić tego
drugiemu człowiekowi. Zanim przejdę do meritum
sprawy, pragnę zwrócić państwa uwagę na to co kryje
się pod zwrotem "nakłady budowlane".
Nakłady budowlane
- są to koszty jakie poniósł inwestor (w przypadku
tego szaletu, Gmina) na wybudowanie obiektu, liczone
na dzień zakończenia budowy. W omawianym przypadku
wynoszą one trochę ponad 20 tys. zł. Przedmiotem
zaoferowanej przez Gminę sprzedaży są właśnie te
koszty, nie mylić tego z obecną wartością obiektu,
bądź samym obiektem. Co zyska a co straci
potencjalny nabywca - spróbuję wyjaśnić to na
hipotetycznym przykładzie:
Załóżmy, że: w
roku 1995 Gmina wybudowała jakiś tam obiekt
i kosztowało ją to 20 tys. zł. Tyle samo wynosiła
wówczas rynkowa wartość obiektu. Po dziesięciu
latach w 2005 roku Gmina zdecydowała się sprzedać
nakłady budowlane, jakie poniosła na wzniesienie
tego obiektu w tamtym czasie, czyli owe 20 tys. zł.
Podlegająca urynkowieniu
wartość obiektu znacznie
w tym czasie
wzrosła i wynosiła w 2005 roku ok. 40 tys. zł.
Niestety podczas gdy wartość obiektu ciągle rośnie,
nakłady nie ulegają urynkowieniu i pozostają na
poziomie wartości z roku 1995. Gmina zamierza
sprzedać owe nakłady czyli te 20 tys. zł. w drodze
przetargu, licząc, że potencjalny nabywca zapłaci za
nie więcej a niżeli są warte. Załóżmy, że
potencjalny nabywca w przetargu wylicytował cenę 28
tys. zł. i za taką nabył owe nakłady. Kupił zatem
towar wart 20 tys. zł za kwotę 28 tys. zł. Nie ulega
wątpliwości, że dał się naciągnąć i przepłacił co
najmniej aż 8 tys. zł. ponieważ, jak wspomniałem
wcześniej, nakłady nie ulegają wzrostowi i pozostają
zawsze w wysokości z roku 1995 czyli 20 tys. zł.
Nabywca kupił tylko nakłady a nie obiekt zatem jest
właścicielem tych przepłaconych nakładów, podczas
gdy właścicielem obiektu pozostaje nadal Gmina i to
ona ma pełne prawa do rozporządzania tym obiektem,
mogąc go sprzedać dowolnej osobie, niekoniecznie
właścicielowi nakładów. Aby nabywca nakładów mógł
korzystać z obiektu musi go od Gminy wydzierżawić i
płacić gminie za jego użytkowanie. Jeśli zrezygnuje
lub z jakiegoś powodu Gmina zerwie z nim umowę o
dzierżawę, nakłady podlegać będą odkupieniu ale już
tylko za wartość nominalną 20 tys. zł. lub za
wartość pomniejszoną o amortyzację, bo nakłady
podlegają amortyzacji w czasie, czyli pomniejszaniu
ich wartości. Może się zatem okazać, że gmina odkupi
te nakłady od ich posiadacza za kwotę znacznie
mniejszą od 20 tys. zł. a to oznacza kolejną stratę
dla nabywcy nakładów. Samo użytkowanie obiektu nie
jest jednak uzależnione tylko od Gminy. Przedmiotowy
obiekt stoi na gruncie wieczyście dzierżawionym
przez Spółdzielnię Mieszkaniową "Chemik" a to
jeszcze bardziej komplikuje status ewentualnego
nabywcy tych nakładów. Aby użytkować obiekt, którego
jest tylko właścicielem "nakładów", musi nie tylko
wydzierżawić obiekt od Gminy ale wydzierżawić
również od "Chemika" grunt, na którym jest on
usytuowany. Gdyby miał nadzieję, że na tym kończą
się jego koszty to musi przyjąć jeszcze do
wiadomości, że to na jego głowie spocznie również
obowiązek odprowadzania do Gminy podatku od
nieruchomości i od gruntu, pomimo, że w najmniejszym
stopniu nie ma żadnych praw właścicielskich do owego
nieszczęsnego obiektu. Najogólniej mówiąc, nabywca
nakładów zapłaci gminie spore pieniądze za
bezwartościowy papierek -
tak papierek!!!
- bo właścicielem
tylko
tegoż papierka będzie,
podczas gdy właścicielem obiektu dalej pozostanie
gmina a gruntu "Chemik". Czy nabywca kupi cokolwiek
od gminy?! Tak - kupi fikcję!!!, bezpodstawnie
wzbogacając gminę a samemu ponosząc stratę.
Gdybyśmy chcieli przełożyć to zjawisko na zwykły
zakup towaru konsumpcyjnego to wyglądało by to np.
tak: klient w sklepie AGD kupuje cenę pralki i płaci
ją sprzedawcy. Sprzedawca pobiera pieniądze
(równowartość ceny pralki) i wystawia kupującemu
paragon, że jest on właścicielem ceny a nie pralki.
Pralka pomimo że zapłacona nadal pozostaje
własnością sprzedającego. Kupujący chcąc wyprać w
tej pralce pranie, musi wypożyczyć lub wydzierżawić
ową pralkę od sprzedawcy za dodatkową opłatą,
ustalaną przez sprzedawcę. Musi też pokryć podatek
od zysku osiąganego przez użyczającego. Kiedy
kupujący zrozumie, że padł ofiarą oszustwa i
zrezygnuje z posiadania tylko ceny pralki żądając
odkupienia jej przez sprzedawcę, ten stwierdzi, że
pralka w między czasie straciła na cenie z uwagi na
amortyzację i odkupieniu podlega cena pomniejszona o
tą amortyzację czyli np. połowa jej pierwotnej
wysokości. Jak z tego wynika potencjalny
nabywca fikcji, (czyt. nakładów), został
najzwyczajniej "nabity w butelkę".
Mam nadzieję, że wyjaśniłem zjawisko wystarczająco
zrozumiale aby potencjalni chętni do nabycia owych
"nakładów" mogli przeliczyć zyski i straty
wynikające z takiej transakcji. Jeżeli teraz jest
jeszcze ktoś, kto chce stać się ofiarą bezpodstawnie
wzbogacającą gminę - to proszę bardzo! - lecz proszę
pamiętać, że późniejsze żale i pretensje, kierować
będzie już mógł jedynie do "Pana Boga". W gminie
zawsze usłyszy jedno - przecież podpisałeś!!!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników "Kupca
Polickiego" a zainteresowanych pikantnymi
szczegółami oferowanej przez Gminę transakcji,
zapraszam do kontaktu bezpośredniego.
Wojciech Dudek
|